- Nie dzięki - zaśmiałam się i usiadłam na łóżku - Wiesz, możesz już iść - mruknęłam takim tonem, żeby nie poczuł się wyganiany.
- Poradzisz sobie chociaż?
- Tak - powiedziałam i zaczęłam się rozglądać. Położyłam się na łóżko i zaczęłam patrzeć w górę. Z góry zwisały sznurki koloru złotego, którymi zaczęłam się bawić. W końcu skończyła się ta dziecinada i położyłam się na boku i wtuliłam się w miękką pościel. W końcu zasnęłam jakoś bez większego problemu.
Rano zobaczyłam totalny bajzel wokół mnie. Zaczęłam się śmiać z siebie. Stanęłam na równe nogi. Poszłam szukać Yostito. Miałam nadzieje, że nie zostawi mnie tak na pastwę losu. Spotkałam go siedzącego w jakimś pokoju.
- No siemanko - mruknęłam podchodząc. Yostito nic nie odpowiedział. Przewróciłam oczami i zaczęłam szukać jakiejś łazienki, by się ogarnąć. Trochę długo mi to zajęło, lecz w końcu się udało. Po pięciu minutach poszłam do chłopaka.
- To idziemy?
< Yostito?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz