Spojrzałam na tą wesołą rodzinę. Westchnęłam i poprawiłam kaptur na głowie. Poszłam przed siebie. Nie miałam siły, jeszcze zaczęła mnie męczyć ta myśl o rodzinie. Podniosłam głowę i zobaczyłam drzewo dusz. Teraz przez głowę przeszła mi jeszcze straszniejsza myśl.
A jeżeli oni... << otworzyłam szeroko oczy. Później trochę się uspokoiłam, bo nie wierzyłam w to, że Dusten mógłby się w coś wpakować i stracić życie. Z Be to nic nie wiadomo. Odwróciłam się i zaczęłam iść do domu. Na drodze stanęło mi zwierzątko, ta mała "przybłęda".
- Witaj - powiedziałam i usiadłam przed nim. Pogłaskałam go i uśmiechnęłam się do siebie. Królik jakoś się mnie nie bał.
- Zabiorę Cię z sobą - mruknęłam i wzięłam go na ręce. Puściłam do dopiero w jaskini. Ten zaczął skakać.
- Hmm... nazwę Cię Scur - mruknęłam. Szybko zapisałam sobie to na ręce, bo znając życie zaraz zapomnę. Po głowię wciąż latało mi słowo bracia. Westchnęłam i usiadłam opierając się o ścianę. Zobaczyłam Scura kicającego w moją stronę.
- Może Ty mi zastąpisz braci - zaśmiałam się, jednak to nie to samo. Byłam wykończona, więc szybko poszłam spać, chociaż nie było jeszcze ciemno.
Rano, cholernie bolała mnie głowa.
- Scur idziemy - powiedziałam do zwierzaka i zaczęłam iść. Chciałam iść nad te jezioro, podobno magiczne. Scur skakał obok mnie. Patrzyłam na królika i przypominałam sobie wszystkie wydarzenia z ostatniego tygodnia. Idąc tak wpadłam na kogoś. Królik zaczął się śmiać. Popatrzyłam na niego z poważną miną.
- Sorry - mruknęłam i zaczęłam iść dalej.
< Toshiro? Moja amnestia poziom Hardkor, ej >