Czułam się okropnie... Po co wogóle to zrobiła, po co wogóle tam szłam? Ugh, sama siebie nie rozumiem...
-To ja może jednak pójde, to był zły pomysł...-powiedziałam smutna
-Nie, chodźmy-powiedział z leciutkim uśmiechem
Zmieniłam się w wilka, kosz złapałam w pysk, i pobiegliśmy...
Na miejscu zmieniłam się w człowieka i rozłożyłam koc...
-Już nic nie powiem do końca pikniku, ale zmień się w człowieka-uśmiechnęłam się, i podałam mu kosz z jedzeniem, nie wiedziałam co lubi więc wzięłam owoce, warzywa, mięso, sery, chleb itd...
Yostito?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz